Jak Bartolo Longo wychowywał dzieci więźniów?

mario-pompeje-e1468492769624

Bartolo Longo – wychowawca dzieci więźniów.
Jedno ze wzruszających świadectw jego wspaniałej pracy opisałem w "Królowej Różańca Świętego":
Mario Moscini trafił do zakładu wychowawczego w wieku siedmiu lat i po roku nie zdradzał żadnych oznak poprawy. Tak jak i inni został przez naukę zakwalifikowany jako przyszły zbrodniarz. Nie nawiązywał przyjaźni z resztą chłopców, ale, o dziwo, tylko jemu wałęsający się przy zakładzie wychowawczym kot pozwalał się głaskać i brać na ręce. Sam też miał koci charakter, był złośliwy i chytry, uśmiechał się ironicznie i tylko z kotem chciał robić sobie zdjęcia. Był mistrzem kłamstwa, potrafił na poczekaniu wymyślać niestworzone historie, które opowiadał z takimi szczegółami i obojętnością, że wyprowadzał w pole swoich przełożonych.
Mario jako jedyny z chłopców nienawidził swojego ojca. Na własne oczy widział, jak zabił on jego matkę. Z tego powodu, jak zauważył Bartolo Longo, „nigdy nie przebaczał, a zemsta była mu rozkoszą. Odgrywał się zawsze, z wyrachowaniem, na zimno, a lubił już wcześniej dać do zrozumienia przeciwnikowi, że się zemści. Był prawie nieczuły na własne cierpienia, co psychiatrzy nazywają analgezją, i co ma też dowodzić, że ktoś z urodzenia ma nieczułość moralną, że nie rozróżnia dobra od zła
Któregoś dnia Bartolo zauważył pierwszy sygnał poprawy. Był już późny wieczór. Chłopcy jeszcze pracowali w drukarni, żeby dokończyć składanie książeczek. Dyrektor zwolnił ich z pracy i poszli się bawić. Tylko najmłodszy z nich składał arkusze papieru. Po pewnym czasie dyrektor spytał, czy ktoś zechce zastąpić go na chwilę. Kiedy nikt się nie zgłosił, zapytał ponownie:
– Czy nikt nie ma litości nad najmłodszym kolegą? – Wtedy niespodziewanie zgłosił się Mario. Był to pierwszy zwiastun nadchodzącej przemiany.
Jak to się dalej potoczyło?
Przeczytaj:
https://krolowa.pl/metoda-wychowawcza-bartola-longo/

blog comments powered by Disqus

Strona wykorzystuje ciasteczka do celów statystycznych oraz komentarzy na blogu